Branża papierosowa to biznes przynoszący zyski liczone w miliardach. Najwięksi producenci papierosów, tacy jak China National Tobacco Corp. czy Philip Morris łącznie trzymają w ryzach ponad 50% światowego rynku tytoniowego. Niestety, firmy te mają świadomość, że to, co produkują, jest bardzo szkodliwe dla zdrowia konsumentów. W związku z tym, od pewnego czasu obserwujemy zmiany na rynku papierosowym. Zwykłe “fajki” już za kilkanaście lat mogą całkowicie zniknąć ze sklepowych półek. Co je zastąpi? To się dopiero okaże. Pewne jest jednak, że czeka nas prawdziwa papierosowa rewolucja.

Zmiany w biznesie

W planach biznesowych wielkich tytoniowych korporacji jest zastąpienie tradycyjnych papierosów wyrobami, które nie niszczą zdrowia w tak dużym stopniu. Niestety, problem w tym, że nawet w przypadku tych nowoczesnych wyrobów nie do końca wiadomo, jak działają one na ludzki organizm. Sprawa jest poważna, bo obecnie na świecie jest ponad miliard palaczy – a, według prognoz, do 2025 roku liczba ta ma wzrosnąć do 1,6 miliardów. Wielkie tytoniowe korporacje z jednej strony nie mogą więc pozwolić sobie na dalsze wytwarzanie produktów tak szkodliwych dla zdrowia, z drugiej zaś – jest to biznes tak intratny, że zaprzestanie działalności również nie wchodzi w grę.

Czas na alternatywę

Jak obecnie wygląda sytuacja największych tytoniowych potentatów? Aktualnie na świecie istnieje pięć znaczących papierosowych graczy, z czego na czoło rankingu wyraźnie wysuwa się dwójka: China National Tobacco Corp. oraz Philip Morris. Ta pierwsza firma posiada obecnie 44% rynku, druga zaś 14,6%. Trzeci w kolejności jest BAT (British American Tobacco) z 10,7%. Japan Tobacco International oraz Imperial Tobacco Group mają zaś udziały w mniej niż 10% rynku. Na prowadzenie zdecydowanie wysuwa się więc CNTC, przy czym należy pamiętać, że konsumenci jego produktów to głównie mieszkańcy Azji (w samych Chinach jest ok. 300 milionów palaczy). W praktyce, na zachodzie prym wiedzie więc Philip Morris, z roczną sprzedażą wynoszącą ok. 850 miliardów sztuk papierosów. Skala problemu związanego z ryzykiem zdrowotnym konsumentów jest więc ogromna, a producenci papierosów starają się jak najszybciej wymyślić coś, co nie pozbawi ich zysku, a jednocześnie nie będzie tak niebezpieczne dla zdrowia.

E-papierosy z odsieczą

Alternatywą dla standardowych “fajek” mogą być m.in. papierosy elektroniczne. Trudno jednoznacznie określić w jakim stopniu mają one wpływ na nasze zdrowie, bo zwyczajnie są na rynku jeszcze zbyt krótko. Warto jednak wspomnieć tutaj o zakończonym niedawno brytyjskim badaniu (trwającym 15 lat), w którym wzięło udział ponad 160 tysięcy palaczy. Okazało się, że osoby, które usiłowały rzucić tradycyjne palenie i zamiast zwykłych bibułek wypełnionych tytoniem używały e-papierosów, miały aż 65% szans na pozbycie się nałogu przynajmniej na 3 miesiące. Tymczasem osoby, które próbowały odstawić papierosy, ale nie szukały przy tym zamiennika w postaci elektronicznych “fajek”, miały tylko 40% szans na powodzenie. Wyniki badania ogłosiło Brytyjskie Ministerstwo Zdrowia, oficjalnie zalecając sięganie po e-papierosy tym, którzy dotychczas palili w tradycyjny sposób. Faktem jest jednak, że wielu palaczy, mając do wyboru rozwiązania elektroniczne i tradycyjne, mimo wszystko wybiera te drugie. Mimo, że rynek e-papierosów znacznie urósł w ciągu kilku ostatnich lat (m.in. dzięki oferowaniu waperom aromatów i liquidów o bardzo szerokiej gamie smaków – nie tylko tytoniu jak w przypadku tradycyjnych papierosów), nie można tu mówić o szansach na wyparcie zwykłych “fajek”.

Szansa dla zdrowia

Kolejną propozycją tytoniowych potentatów są tzw. urządzenia HNB, czyli z angielskiego – “heat not burn” (podgrzewanie bez spalania). Ich fenomen polega na tym, że tytoń znajdujący się w środku jest jedynie podgrzewany do odpowiedniej temperatury, a nie spalany. Dzięki temu istnieje znacznie niższe ryzyko zdrowotne (w urządzeniach HNB zachodzi aż o 90% mniejsza produkcja toksycznych materiałów niż w przypadku zwykłych papierosów). Koncerny tytoniowe podkreślają oczywiście, że chcą tymi produktami przyciągać aktywnych już wcześniej palaczy, a nie zachęcać nowych. Takim produktem jest m.in. IQOS od Philipa Morrisa albo Vype od British American Tobacco. Co ciekawe, koszty wyprodukowania urządzeń HNB nie przewyższają wcale nakładów, jakie trzeba przeznaczyć na wytworzenie zwykłych papierosów. Za tym, żeby HNB przejęły więc rynek tytoniowy, przemawia nie tylko fakt, iż są one zdrowsze, ale także to, że prawdopodobnie nie będą one wcale droższe od papierosów, jakie znamy.

Mimo wszystko, obecnie można nadal tylko spekulować na temat tego, czy HNB staną się faktyczną alternatywą dla papierosów (faktem jest jednak, że jakiś produkt musi w końcu je zastąpić). HNB pozostają bowiem pod stałym “nadzorem” Unii Europejskiej oraz Światowej Organizacji Zdrowia. To od ich decyzji zależy przyszłość tytoniowej rewolucji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ